Najnowsze artykuły:

Stellanova - Tutaj prym wiodą psy - Wywiad z Beatą Zawadzką

Hodowla Stellanova ma 35 lat doświadczenia i jest tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Pani Beata Zawadzka dostosowała całe swoje życie do swoich psów. Jest hodowcą bez pamięci poświęconym tej pasji i zakochanym w rasie mops. W dzisiejszym wywiadzie opowie nam o swojej pracy okraszonej miłością.



KK: Kiedy po raz pierwszy spotkała się Pani z rasą mops?
BZ: To było w 1984 roku w Warszawie, gdy wystawiałam swoją suczkę Parię Pimpinnellę Saxifragę, która była moim pierwszym psem rasowym, dobermanem. Wtedy, na tej wystawie właśnie, po raz pierwszy ujrzałam mopsa. "Taki mały, śmieszny grubasek" - pomyślałam.

KK: Jak to się zaczęło? Czy miała Pani kiedyś inne plany zawodowe, czy już od dziecka wiedziała Pani, że bycie hodowcą, to jest to?
BZ: Od dziecka chciałam mieć hodowlę psów. Gdy byłam mała, patrzyłam przez okno mojego mieszkania w bloku w Warszawie, gdzie naprzeciw mieszkała hodowczyni chartów afgańskich oraz shih-tzu. Starsza Pani z mężem i dziećmi. Co tydzień pakowali wszystko w malucha: psy, namiot, bagaże oraz siebie. Nie wiem jak to się mieściło, ale w tamtych czasach WSZYSTKO przewoziło się Fiatami 126p. Traf chciał, że kiedyś zginął jej mały pies, a moja mama zobaczyła jak pod apteką na ul.Grochowskiej jakiś pijak chciał sprzedać tego właśnie pieska za przysłowiową "flaszkę". Wiedziała, że to pies rasowy, i wiedziała, że tego człowieka nigdy nie byłoby stać na takiego psa. Odebrała mu go i odniosła właścicielce. Dodam, że w latach 70-tych pies rasowy, to było coś rzadkiego i wyjątkowego. Po tym wszystkim, hodowczyni zaproponowała mojej mamie psa jako dowód wdzięczności, ale mama odmówiła. Natomiast poprosiła, abym ja mogła od czasu do czasu przychodzić do jej hodowli i pobyć z pieskami. Tak się zaczęła moja miłość do psów rasowych. Wówczas postanowiłam, że jak będę dorosła, będę miała takie piękne psy.
Pani Beata z mężem i córką na międzynarodowej wystawie
KK: Kiedy nadszedł moment, że powiedziała sobie Pani: "to już czas, czas na pierwszego psa"?
BZ: Z tym postanowieniem trwałam bardzo dzielnie do momentu, aż się zaręczyłam. Wówczas, zamiast pierścionka zaręczynowego, poprosiłam mojego narzeczonego o psa rasowego. I tak to się zaczęło. Trafiła do nas wspomniana właśnie Paria, która była dobermanem. Wtedy nie miałam pojęcia, że taka rasa jak mops istnieje!


KK: Jak opisałaby Pani pracę hodowcy? Jak to jest być właścicielem hodowli i na czym to polega?
BZ: Prym wiodą oczywiście psy. Im właśnie podporządkowaliśmy swe życie. Dla nich podjęliśmy decyzję o wyprowadzeniu się z miasta. Z nimi każdy nasz dzień się rozpoczyna i kończy. Nie wyobrażamy sobie życia bez tych małych, cudownych istot. Każdy z nas ma swoją ulubioną rasę. Serca nasze podbił zawsze w dobrym humorze mops oraz skory do zabaw buldog francuski. Dlatego hodowlą tych właśnie ras się zajmujemy. Na początku były mopsy, potem dołączyły buldożki. Przez długie lata była też nasza ukochana charcica polska "Beja", która zdobywała mnóstwo tytułów i nagród w klasach młodzieży, dorosłych i weteranów. Naszą nadzieją są też maleństwa, które świetnie się zapowiadają. Mamy ponad 35 lat doświadczenia, ale wciąż zdobywamy nowe. Uważam, że nigdy się nie wie wszystkiego, że nieustannie należy się doszkalać, czytać, interesować się tematem, który jest pasją życia, i tak jest w moim przypadku. Kynologia i hodowla to pasja całej naszej rodziny. Poświęcamy temu swój czas a naszym wspólnym celem jest doskonalenie eksterieru poprzez zostawianie najlepszych szczeniąt i sprowadzanie do hodowli tzw. "nowej krwi" z najlepszych linii hodowlanych na świecie.


KK: Jak wygląda przykładowy harmonogram dnia w Pani hodowli?
BZ: Rano o godzinie 6:00 jest wypuszczanie psów. Nie można się spóźnić ani minuty, bo jak ja to mówię: mopsy mają zegareczki w tych pomarszczonych główkach. Potem powrót do domu i oczekiwanie na jedzenie. W godzinach porannych czy południowych jest czas, gdy młode psy wychodzą na spacery na smyczy, by uczyć się chodzenia przy nodze, spotkania z ulicami, ludźmi, 
zwierzętami i wszystkim co nas otacza. Potem jest główne karmienie, a następnie wyjście na dłuższe bieganie oraz zabawy w ogrodzie. W czasie zabawy jest przegląd psów, obcinanie pazurków, pielęgnacja szaty, czyszczenie uszu - to stałe rytuały, gdy ładnie na dworze. Jeśli pogody nie ma, to zabiegi te oczywiście wykonywane są w domu. Potem przychodzi czas na sjestę. Następnie jest popołudniowe wyjście oraz wieczorne przed snem. I tak cały czas. Bez wolnych sobót, niedziel czy świąt, bo przecież naszym podopiecznym nie można wytłumaczyć, że dziś się ma wolne. Jeśli jest akurat czas, że ma-my maluszki, to dochodzą dodatkowe obowiązki i karmienia. A do tego wszystkiego, trzeba codziennie jeszcze sprzątać po czworonogach, w domu i w ogrodzie.


KK: Co najbardziej Pani lubi w swojej pracy?
BZ: Najbardziej kocham patrzeć na moje psiaki. Lubię oglądać jak się bawią, cieszą każdym dniem, jak wszystko sprawia im radość. Nie mają złych dni, nie obrażają się, są zawsze chętne do pieszczot i rozmów do uszka. A gdy na świat przychodzą maluszki, kocham patrzeć jak rosną i jak zmieniają. Uwielbiam te momenty.


KK: Ile mopsów, jako członków rodziny, ma Pani na stałe w swoim domu?
BZ: Nigdy nie miałam więcej mopsów niż 9. Natomiast bywa mniej. Wszystkie moje psy to członkowie rodziny. Mam malutką rodzinę i one też ją tworzą.Niestety psiaki nie żyją tyle, co my ludzie i to jest smutne...

KK: Jaką dietę mają pieski w Pani hodowli?
BZ: Dostają karmę zawsze uprzednio zalewaną, tak by dalej były to uformowane "groszki" karmy, a do tego biały ser (chudy), i mięso z indyka plus warzywa. Karmę traktuję jak doskonały wypełniacz, by nie gotować ryżu czy makaronu. Ten sposób żywienia sprawdza mi się od wielu lat znakomicie.


KK: Na co dzień ma Pani wokół siebie gromadkę mopsów i buldożków francuskich. Jaka jest różnica charakterów pomiędzy tymi rasami?
BZ: Charakter mają nawet bardzo podobny, może tylko różni ich to, że buldożek to niestrudzony kumpel do zabaw, a mops to większy cwaniak w zakresie tego, by wszystko zrobić czy "wykombinować" tak, byleby było mu wygodnie. 

KK: Wszystkie psy w hodowli żyją w zgodzie, czy zdarzają się jakieś zwady?
BZ: Raczej żyją w zgodzie, ale są to zwierzęta i panuje hierarchia - jak to w stadzie. Gdy ktoś złamie zasady, natychmiast jest "upominany" przez innych członków. Wówczas pojawiać się mogą jakieś zatargi. I tutaj trzeba być czujnym 24 godziny na dobę. Jednocześnie dodam, że każdy błąd człowieka jest natychmiast wykorzystany. Czyli trzeba mieć oczy na około głowy i myśleć. Nie można np. zostawić uchylonej furtki, bo psy to wykorzystają.. Zaraz może się znaleźć jakiś na ulicy. Aby temu zapobiec, mamy kilka furtek do sforsowania. Dostosowaliśmy ogród całkowicie dla psów, mamy tzw. szklany pokój dla szczeniąt, by widziały, że po za domem jest świat, gdzie wschodzi słońce, wieje wiatr, latają ptaki i pada deszcz.


KK: Czy według Pani obserwacji, mops jest psem jednego człowieka, czy też darzy swoją uwagą i miłością wszystkich domowników tak samo?
BZ: Uważam, że mops zdecydowanie nie jest psem jednej osoby, lecz jest to pies typowo rodzinny, który kocha tak samo każdego członka rodziny - czy to homo sapiens czy też zwierzątka, które w danym domu się znajdują.

KK: Jakich rad i wskazówek udziela Pani każdemu nowemu właścicielowi, który wyjeżdża z Pani hodowli z mopsem?
BZ: Wskazówek jest wiele. Daję w wyprawce taką broszurkę "co i jak" z maluszkiem i omawiam dokładnie wszystko co jest konieczne do opieki nad maluszkiem: Żywienie, pielęgnację, szczepienia, opiekę - najważniejsze tematy.
 
KK: Czy zdarzyło się Pani odmówić sprzedaży pieska ze względu na podejrzenia, iż potencjalny właściciel wydawał się nie być odpowiedni?
BZ: Tak zdarzyło mi się. Był Pan, który przyszedł po mopsa i nie miał zupełnie do niego serca. Widać było, że pies był dla niego jak coś "dziwnego", odpychającego. Nie podobało nam się to i od razu odmówiliśmy. Do dziś zastanawiam się, po co przyjechał po psa? Drugi przypadek był podobny - rodzina nowobogackich chciała uszczęśliwić swoje dziecko takim "prezentem". A pies nie może być prezentem. To musi być przemyślenia i odpowiedzialna decyzja. 

KK: Krąży wiele wersji na temat uzyskiwania rodowodu dla psa. Głównie nieprawdziwe informacje, w które niedoświadczeni właściciele psów wierzą. Może Pani krótko powiedzieć naszym Czytelnikom, jak wygląda procedura uzyskania rodowodu FCI?
BZ: Pies rasowy musi mieć poświadczenie swojego urodzenia w postaci dokumentu jakim jest metryka, z którą po zakupie psa udajemy się do najbliższego oddziału Związku Kynologicznego aby go zarejestrować. Związek pobiera opłaty: za wpisowe, za rodowód, za składkę roczną i za rejestrację psa. Na rodowód musimy poczekać około 3 miesięcy. Otrzymamy zawiadomienie na adres domowy by zgłosić się po odbiór. Związek Kynologiczny w Polce to najstarsza organizacja kynologiczna zrzeszająca hodowców psów rasowych. Jest członkiem Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (Federation Cynologique Internationale - FCI). Oddziały ZKwP znajdują się w każdym większym mieście.

KK: Dlaczego rodowód jest ważny?
BZ: Często słyszy się słowa: "po co mi rodowód skoro nie zamierzam wystawiać psa" - takie myślenie jest całkowicie błędne. Rodowód nie służy do wystawiania psa. Rodowód jest potwierdzeniem rasowości psa, dokumentem jego urodzenia oraz jedynym źródłem informacji o psie. Ponieważ dzięki temu znamy rodziców, dziadków, pradziadków i kolejne pokolenia przodków. To właśnie rodowód FCI gwarantuje nam, że mops będzie miał cechy zgodne ze wzorcem rasy. Hodowcy dobierają jak najlepsze pary rodziców by je kojarzyć ze sobą, a należy tutaj podkreślić, że nie każdy pies z rodowodem, który pojedzie na wystawy będzie mógł zostać rodzicem. Rozmnażanie psów z rodowodem wiąże się z pracą hodowlaną, odpowiednim doborem partnerów, selekcją itd. Wszystko po to, aby uzyskać jak najlepsze potomstwo. Nie zapominajmy, że psy tak jak i ludzie, dziedziczą po rodzicach, dziadkach, pradziadkach, itp. różne cechy. Dlatego dobór rodziców odbywa się na podstawie nie tylko ich wyglądu, ale i z uwzględnieniem ich przodków.
Córka Pani Beaty Zawadzkiej na wystawie
KK: Jakie jest Pani zdanie na temat zmiany przepisów w 2012 roku?
BZ: Otóż od 2012 roku potencjalnie każdy piesek posiada rodowód wystawiony przez powołane na "potrzeby pseudo hodowców" organizacje zrzeszające wielu ludzi, którzy handlowali psami. Najczęściej pokątnie na bazarach, straganach, ulicach, pod wystawami itp. Tak było do końca 2011 roku, ponieważ w styczniu 2012 roku pojawiła się znowelizowana Ustawa o Ochronie Zwierząt, która miała pomóc wykorzystywanym zwierzętom, a w praktyce niestety wprowadziła chaos, dezinformacje oraz szerokie drzwi do uprawiania pseudohodowli pod auspicjami powstałych na rzecz tej ustawy różnych stowarzyszeń miłośników zwierząt. Wprowadzona ustawa zabrania handlowania psami na targowiskach, bazarach, ulicach, nakazuje sprzedaż zwierząt tylko z miejsca ich chowu - dlatego też pseudo hodowcy podnieśli lament i wymyślili jak obejść prawną ustawę, a raczej je dostosować do swych procedur.... Zamiast zamknąć "produkcję" psów postanowili wystawiać sobie sami rodowody! Zaczęli zrzeszać się w grupy, a następnie rejestrowali różne organizacji, by w jakikolwiek sposób zalegalizować posiadane psy i produkować dalej: bez składu, ładu, żadnych wystaw, znajomości kynologii, genetyki, weterynarii i behawiorystyki, bez limitu miotów, czy odpowiedniego wieku - bez zasad, które winny towarzyszyć prawdziwej kynologii. Ci, którzy nie wierzą, niech sprawdzą zasady działa takich organizacji powstałych po 2011 roku.
Przez wiele lat propagowaliśmy akcję RASOWY = RODOWODOWY, tylko, że... od stycznia 2012 roku cala akcja nie ma już trochę sensu. To smutne.


Beata Zawadzka
Hodowla Mopsów i Buldogów Francuskich "Stellanova"


Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie: Beata Zawadzka, Stellanova
Rozmawiała: Karolina Kwiatkowska
Wywiad pojawił się w drugim numerze magazynu: KWARTALNIK MOPS Nr 2-12/2018



Brak komentarzy

Prosimy o ładne wyrażanie się w Mopsiarni :-)