Nie odchodź, przyjacielu...

Utrata psiej bratniej duszy nie jest okolicznością, ponad którą łatwo przechodzi się do porządku dziennego. Zwłaszcza, gdy kochamy zwierzęta, jesteśmy wrażliwi na ich żywot, cierpienie i naprawdę przyjaźnimy się ze swoimi podopiecznymi. A im nasza relacja z nimi była bliższa, tym trudniej nam jest pogodzić się ze stratą. Rady znajomych: "spraw sobie nowego!", generują chyba jeszcze większy smutek. Nową można sobie sprawić lampę, kiedy stara się stłucze, ale nie zwierzęcą duszę i oddanie. 

Fot. Free licence
Po odejściu psa, spoglądamy na posłanie, na którym spał i chrapał, na smycz, na widok której cieszył się ze spaceru i na miskę, z której jadł. Nie mamy serca zebrać tego w karton i wynieść z domu, czy wyrzucić. Czasami wracając do domu z pracy, zapominamy na chwilę, że on już nie czeka i nie ma kto rzucić się na nas z radością na powitanie. Zapominamy na moment o tej pustce, która nastała. Resztki sierści, na którą zawsze narzekaliśmy, i którą nadal znajdujemy na dywanie, w pościeli, czy kanapie, przyprawiają o płacz. Miejsca, gdzie chodziliśmy z nim na spacer, nagle stają się przytłaczające.

Dociera do nas, ile nawyków wykształciło się w nas w trakcie dzielenia życia z naszym małym przyjacielem. Nawyków, które zostały nawet, kiedy jego już nie ma, a z którymi musimy przez jakiś czas żyć, póki nie nauczymy się, jak to jest bez niego. Właściwie nie pamiętamy, jak to jest bez niego i jak było, zanim pojawił się w naszym domu i sercu. Pozostaje nam tylko odtwarzać go w pamięci.


Następnie żałujemy, że czasem byliśmy zbyt nerwowi, że za bardzo krzyczeliśmy albo nie mieliśmy czasu lub chęci na długie spacery. Żałujemy, że nie bawiliśmy się z nim tak często, jak tego chciał i tak chętnie jak on. Że nie chcieliśmy czasami jego towarzystwa i odsyłaliśmy go na miejsce, na które on posłusznie smutny szedł.  Zaczynamy rozumieć, o ile więcej miłości i zainteresowania mogliśmy z siebie dać, a nie daliśmy. Tymczasem, on zawsze tak samo okazywał swoja radość z nas, bez względu na okoliczności. I nigdy nam nie odmówił, kiedy to my mieliśmy ochotę na spacer, kiedy chcieliśmy się przytulić, bo było nam smutno albo kiedy rzucaliśmy mu piłeczkę. Zawsze był obok.


Dopiero kiedy odchodzi, zaczynamy rozumieć, jak bardzo różniliśmy się od niego. Jak bardzo nasza człowiecza miłość różniła się od jego miłości - psiej. On kochał bezwarunkowo, nieustannie i zawsze tak samo – mocno. Jego wzrok i serce były ZAWSZE skierowane w NASZĄ stronę...


Aż chce się powiedzieć: Nie odchodź, przyjacielu. Pójdźmy razem na spacer...


Redakcja MOPSiarnia
Udostępnij na Google Plus

1 komentarze :

  1. Anonimowy2/25/2016

    Jestem bardzo zżyta ze swoim mopsikiem i nie wyobrażam sobie jak kiedyś go zabraknie.=(

    OdpowiedzUsuń

Prosimy o ładne wyrażanie się w Mopsiarni :-)